RSS
 

Kammel: „Polacy mają powody do dumy!”

28 kwi

Tomasz Kammel w wywiadzie dla dwutygodnika „Gala”.

Kocha Pan Polskę?

- Jestem lokalnym patriotą. Kocham blok, w którym mieszkam, moją ulicę, moje miasto. Cieszę się, że my, Polacy, zaczynamy w końcu dostrzegać, że jesteśmy tak samo wartościowymi, wykształconymi i zaradnymi ludźmi jak Brytyjczycy, Francuzi czy Niemcy. Coraz mniej w nas kompleksu kraju gorszej kategorii.

A co Pana w Polsce denerwuje?

- Pesymizm. Łatwość, z jaką potrafimy wykopywać między sobą głębokie rowy konfliktu. I strach, którym podszyte są nie tylko publiczna retoryka, ale nawet powiedzenia, choćby słynne: „Nie dziękuję, żeby nie zapeszać”. Szczęściu trzeba wychodzić naprzeciw! Nie uda się? Trudno. Wyjdzie następnym razem. Słowa polskiego hymnu też bym chętnie zmienił. „Jeszcze Polska nie zginęła…”, czyli jeszcze nie zginęła, ale zaraz zginie? Dlaczego muszę bać się o ojczyznę, zamiast być z niej dumny? Chcę chodzić z wysoko podniesioną głową, wiedząc, że mój kraj jest silny i gotowy do pomocy innym.

Boimy się być wyjątkowi?

- Tak, ale to bez sensu! Tak często spotkałem się w Polsce z bezinteresowną dobrocią, że kłamałbym, potwierdzając ten stereotyp. Wciąż siebie nie doceniamy. Jesteśmy dużo fajniejsi, niż nam się wydaje! Mam na to dobry przykład. Ostatnio do programu „Pytanie na śniadanie”, który prowadzę, przyszedł chłopiec z wadą serca, pięcioletni Emil, który nie ma szans na długie życie bez operacji u amerykańskiego profesora. Zabieg kosztuje 7 min zł. Dzięki telewidzom zebrał już ponad połowę tej sumy. Żeby pomóc, wystarczy wejść na stronę siepomaga.pl/emil.

Pan wykorzystuje swój sukces, żeby pomóc innym?

- To obowiązek ludzi takich jak ja. Popularność, rozpoznawalność, cała ta sława to tylko narzędzia. Nie mogą być celem samym w sobie. Jeśli ktoś dopieszcza sobie ego za ich pomocą, życie szybko wystawia rachunek. Jestem mówcą motywacyjno-inspiracyjnym. Najważniejszą zasadą, którą próbuję przekazać moim słuchaczom, to „pay it forward”, czyli „podaj dalej”. Sprowadza się ona do prostej zależności: pomagam ci i nic za to nie chcę. Proszę jedynie, żebyś ty pomógł komuś innemu na tej samej zasadzie. Robiąc tak, wierzę, że gdy będę w potrzebie, do mnie ktoś też wyciągnie rękę.

To takie proste?

- Ta sieć wzajemnej pomocy naprawdę działa! Na Harvardzie od 72 lat trwa badanie dotyczące szczęścia. Naukowcy mają pod lupą ponad 700 osób – biednych i bogatych. W jednym są zgodni. Sława i pieniądze nie są kluczem do szczęścia. Zapewniają je relacje międzyludzkie.

Takie podejście wymaga dużej dojrzałości.

- Jasne, trzeba sobie nabić w życiu kilka guzów, żeby otworzyć się na drugiego człowieka, ale warto, bo to daje poczucie spełnienia.

W programie „Kocham Cię, Polsko!” poszerza Pan wiedzę na temat Polski. Przygotowuje się Pan do tych „sprawdzianów”?

- Staram się przygotowywać, ale zdarzają się wpadki. Taz np. razem z Tomkiem Szczepanikiem z zespołu Pectus w stresie pomyliliśmy „Pana Tadeusza” z „Weselem”, błędnie przyporządkowując cytat: „Miałeś, chamie, złoty róg”. Do dzisiaj podnosimy się po porażce. Ostatecznie jednak uważam, że ten program to spełnienie mojego skrytego, telewizyjnego marzenia. Jego autorzy chcą, żebym przychodził na plan uśmiechnięty, a potem dobrze się bawił. Tak jakbym grał z przyjaciółmi w gry planszowe. Ktoś powie: „Skandal. Za co mu płacą?”, ale z drugiej strony dzięki tej zabawie milionowa widownia jest bogatsza o wiedzę.

W szkole był Pan omnibusem?

- Chodziłem do szkoły sportowej, trenowałem narciarstwo alpejskie, więc od października do kwietnia wyjeżdżałem na obozy sportowe, gdzie lekcje odbywały się niemal na stoku. Łatwiej było zostać mistrzem blefu niż specem od kanonu lektur.

Potrzebujemy takiego kanonu?

- W rozpędzonym świecie potrzebujemy wiedzieć, co nas ukształtowało. Nawet jeśli niektóre lektury trącą myszką, mogą być podane nowocześnie. Po to, by nauczyć młodych Polaków wartości, bez których każde społeczeństwo jest funta kłaków warte.

Prowadząc warsztaty z wystąpień publicznych, spotyka Pan ludzi, których szkoła nie nauczyła dyskutować?

- Tak, brak zgody z opinią drugiej osoby dla wielu z nas oznacza konflikt albo nawet atak. A przecież na bazie różnicy zdań i wymiany poglądów rodzi się nowa jakość. Podczas moich warsztatów staram się uświadamiać kursantom, jak ważna jest jakość rozmowy.

A Pan lubi rywalizację?

- Wolę grać niż wygrywać. To Maćkowi Musiałowi bardziej zależy na zwycięstwie, sprawdza się w tym doskonale. Dla mnie ważniejsza jest jazda bez trzymanki. Za to też kocham Cię, Polsko.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Wypowiedzi / wywiady

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS
  • Facebook