RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Wypowiedzi / wywiady’

„Królowa luzu i Pan Anegdotka” – wywiad

22 maj

Wywiad z Tomaszem Kammelem i Marzeną Rogalską z tygodnika „TeleMax”.

We wrześniu wasz duet będzie obchodził 3. rocznicę prowadzenia „PnŚ”. W czym tkwi tajemnica sukcesu?

Tomasz Kammel: To proste – nie wolno nam przeszkadzać.

Marzena Rogalska:  Zgadzam się z Tomkiem – trzeba tylko pozwolić nam gadać. Nauczyliśmy się działać jak jeden organizm. Wiesz, że doczekaliśmy się nawet nazwy: „Rogammel”, niczym „Brangelina”? Bardzo nam się to podoba.

Co uważacie za swoją największą zaletę, nawzajem oczywiście?

Tomasz Kammel: Jesteśmy trochę postrzeleni.

Marzena Rogalska: Pamiętam, gdy pierwszy raz zobaczyłam w oczach Tomka błysk, gdy zgodziłam się na wszystkie jego propozycje, również te najbardziej szalone. Kluczowe jest, żeby partner wspierał, nie ograniczał, i tego się trzymamy. Radość ze współpracy – oto nasz sposób na udany duet.

Tomasz Kammel: I choć oboje jesteśmy solistami, to wiemy, kiedy oddać głos drugiemu. Nie twierdzę, że jesteśmy doskonali, bo wypada być choć odrobinę skromnym.

Marzena Rogalska: Chociaż na skromność nie umrzemy! A tak serio: doskonale się uzupełniamy. Są męskie tematy, w których oddaję głos Tomkowi i tylko czasem rzucam żarcik. Przy zagadnieniach typowo babskich, zaczyna Tomek: „Proszę państwa, oto temat, w którym będę paprotką”. I gadamy o dobieraniu biustonosza, chodzeniu na szpilkach itp.

A najbardziej plastikowy temat, na który przyszło wam rozmawiać?

Tomasz Kammel: Każdy temat może być ciekawy, trzeba tylko właściwie go przedstawić. Nie przepytujemy, a rozmawiamy. Marzenka mówi: „A moi znajomi…” i wszyscy z zaciekawieniem słuchają, a potem dyskusja mogłaby trwać i trwać. I doskonale się przy tym bawimy.

Marzena Rogalska: Czasem czuję się, jak na „domówce”.

Tomasz Kammel: Luźna atmosfera bardzo mi odpowiada. Widzowie też ją czują, bo mówią, że jesteśmy bardzo domowi.

Marzena Rogalska: Tęsknimy za telewizją w amerykańskim stylu, gdzie królują luz, improwizacja, a czasem nawet małe szaleństwo. Z takiej pracy wychodzimy jak na skrzydłach.

Marzeno, za co podziwiasz Tomka?

Marzena Rogalska: Zawsze wie, co powiedzieć. Jest świetnie zorganizowany i ma żyłkę biznesmena – genialnie zarządza marką pod nazwą: Tomasz Kammel. No i potrafi mnie rozbawić. Lubię momenty, gdy szczerze rozrechoczę się z jego żartu. I ta uczynność… Czekam, aż rzuci hasło: „Przychodźcie. Ja daję chatę, a wy gotujecie!”. Przy okazji zdradzę ci sekret: Tomek nie potrafi gotować. Za to wydaje jedzenie niczym najlepszy podczaszy.

A ty czego mógłbyś nauczyć się od Marzeny?

Tomasz Kammel: Jest empatyczna i genialnie rozmawia o uczuciach. Kocham, gdy pyta: „I co pan wtedy czuł?”.

Marzena Rogalska: Przyznaj, że na początku trochę się z tego śmiałeś, a teraz sam to ćwiczysz. Tomek jest świetnym doradcą. Podczas mojego 40-dniowego postu podpowiedział, że mam większe szanse, gdy ogłoszę to publicznie. A gdy się złamię, powinnam przelać pieniądze na rzecz osoby, której nie lubię. Dzięki temu wytrwałam.

Tomasz Kammel: Właśnie! Muszę wspomnieć o rewelacyjnej kawie, którą przyrządza Marzena według kuchni pięciu przemian. To jedyna kawa, jaką piję. I zapomniałem o najważniejszym: Marzena ma ogromną wiedzę z historii filmu, teatru i sztuki. Sypie tytułami, zna wszystkich aktorów, zaśpiewa każdą piosenkę – jest jak szafa grająca.

O co najczęściej się kłócicie?

Tomasz Kammel: My nigdy się nie kłócimy!

Marzena Rogalska: Tomek zawsze jest gotów do rozmowy. Nie dąsa się, nie bawi w gierki. No, ale przecież on zawodowo uczy ludzi: jak gadać, żeby się dogadać. Jest w tym mistrzem.

Jakiś czas temu zapytałam Tomka o jego najmocniejsze i najsłabsze strony. Jak myślisz, co odpowiedział?

Marzena Rogalska: Że nie potrafi śpiewać? Kiedyś założyliśmy się, że zaśpiewa na wizji „Mydełko Fa”. To trzeba zobaczyć!

Tomku, zapytałam Marzenę, czy jest coś, za co cię nie lubi. Wiesz, co odpowiedziała?

Tomasz Kammel: ?

„Kammel nawet nieupudrowany i z zarostem wygląda rewelacyjnie! To niesprawiedliwe!”.

Marzena Rogalska: – Podtrzymuję to! On rano nie tylko świetnie wygląda i zaraża uśmiechem, ale też dba, by każdy czuł się dobrze. Ma wielką obsesję, by nieustająco był dobry nastrój.

Tomasz Kammel: – W końcu płacą nam za to, żeby bawić ludzi, wprowadzać ich w dobry humor. Kocham tę robotę, nic innego nie potrafię. Marzena też o wszystkich dba. Wiesz, że zna po imieniu każdego pracownika „PnŚ”? A jest nas kilkadziesiąt osób.

Jaki jest największy koszmar prowadzącego?

Tomasz Kammel: Boję się niekompetencji, że ktoś udowodni mi, że czegoś nie wiem. Bardzo tego u siebie nie lubię, a mam tak już od dziecka.

Na co dzień to wy pytacie, a jak czujecie się po drugiej stronie?

Marzena Rogalska: Wolę pytać, niż być przepytywaną.

Tomasz Kammel: Nie znoszę ” bylejakości”, chodzenia na łatwiznę. Zdarza się, że dziennikarze przepytują mnie z mojej biografii, zamiast pomyśleć. Dlatego niechętnie zgadzam się na wywiady. Nie potrzebuję o sobie opowiadać. Wolimy skupiać się na życiu zawodowym. Mamy na to sporo czasu, bo jesteśmy bezdzietnymi singlami. Oboje jesteśmy też wielkimi szczęściarzami, bo robimy to, co kochamy.”

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Wypowiedzi / wywiady

 

„Zwolnieni z Teori” – wywiad + filmik

20 kwi

Jeleniogórskie licealistki rozmawiały z Tomaszem Kammelem w studio „Pytania na Śniadanie”.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Wypowiedzi / wywiady

 

Tomek gościem u Karola Paciorka + filmik

25 sty

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Wypowiedzi / wywiady

 

Tomek o „Sylwestrze z Dwójką” + filmik

09 gru

Podczas środowego spotkania z mediami Tomek udzielił krótkiego wywiadu dla portalu Interia.pl, w którym opowiada jak spędzi tegoroczny Sylwester.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Wypowiedzi / wywiady

 

Mistrz telewizyjnych ceremonii – wywiad

23 maj

Wywiadem z Tomaszem Kammelem dla tygodnika „TeleMax”.

Relacje między Tobą a Maćkiem, z którym prowadzicie „Kocham Cię, Polsko!”, są koleżeńskie czy ojciec – syn?

- Oj, nie wyobrażam sobie robić z ojcem rzeczy, które zdarzają mi się z Musiałem. A już na pewno nie robiłbym ich z synem (śmiech). Maciek jest dojrzalszy niż statystyczny dwudziestolatek. Ja z kolei nijak nie wpisuję się w model statecznego pana, więc wspólnych tematów mamy sporo.

Jak to się dzieje, że zazwyczaj prowadzi Twoja drużyna, a na końcu i tak wygrywa zespół Maćka? Czyżby koło fortuny bardziej sprzyjało Maćkowi?

- Zaproś braci Cugowskich, to się przekonasz. Szło nam pięknie, a na końcu wykręcili minus pięćdziesiąt punktów. I to dwa razy! Marzena Rogalska pocieszała mnie, mówiąc: „Spoko,  Kaśka Zielińska kiedyś przegrała aż osiem razy z rzędu!”

Którą konkurencję lubisz najbardziej?

– Najlepsze jest układanie wyrazów z zakrytymi oczami. Po trzecim odcinku moja agentka, Ewa, fanka „Kocham Cie, Polsko!”, zapytała, czy na pewno rozumiem zasady tej konkurencji. Powiedziałem, że tak! Okazało się, że jednak chyba nie (śmiech). Na sofie jestem pierwszy w kolejności, dlatego zawsze muszę trzymać w rękach dwie litery. I właśnie to najwyraźniej do mnie nie dotarło. Ale od czego ma się agenta? Z kolei trudną konkurencją jest dla mnie licytacja. Odpowiedzi wydają się oczywiste, a gdy przychodzi co do czego, człowiek się pogrąża i wykazuje kompletną niewiedzą. Tak było przy pytaniu o to, jak godzą się Polacy po awanturach z małżonką. Kto widział odcinek, dobrze wie, o czym mówię…

Który moment rozbawił Cie najbardziej?

- Dialog Basi z Andrzejem Młynarczykiem o utworze Maanamu. Andrzej: „Ta piosenka to Buenos”. Basia „Zła odpowiedź”. Andrzej „Jak to?” Basia: „Prawidłowa odpowiedź brzmi Buenos!”. Nie wytrzymałem. Podszedłem do niej, pocałowałem serdecznie w skroi i poprawiłem: „Boskie Buenos”. Na to Basia: „A co ja powiedziałam?”

Jakie są najmocniejsze i najsłabsze strony Tomka Kammela?

- Kocham ludzi, ale czasem wstydzę się to okazać. Wiem, że będzie dobrze, ale bywa, że i tak martwię się na zapas. Wystarczy. Nie mogę wszystkiego zdradzać.

Byłam świadkiem, gdy współprowadziłeś imprezę. Partner kiepsko sobie radził, więc przejąłeś pałeczkę i uratowałeś sytuację. Jak Ty to robisz, że w kwadrans potrafisz rozkochać w sobie całą widownię?

- Publiczność lubi sprawnych zawiadowców spinających wydarzenie. Gospodarz ma się o nią troszczyć. Widzowie nie kupują „czytaczy” z kartki, brnących przez :zawiłości scenariusza. Jestem dobrym zawiadowcą. Moje żarty czasami bywają średnie, ale za to zawsze jest porządek (śmiech).

Co w tym zawodzie jest najtrudniejsze: niepewność, życie na świeczniku, paparazzi?

- Najgorsze jest ryzyko, że wierzysz w to, że masz patent na rację. Zaczniesz nauczać, uznasz siebie za głos narodu”. Dziennikarze powinni drążyć i dążyć do prawdy. Dawać widzom szansę, by na podstawie ich doniesień budowali własną opinię. Niektórzy w naszej branży mają z tym problem. To, co uprawia wielu żurnalistów, Niemcy nazywają „Meinungsjournalismus”. Prosty przykład: zadawanie pytań tak, żeby przemycić własne tezy i jeszcze zasugerować odpowiedź. Okropne!

Zdarzają Ci w pracy momenty magiczne?

– Kiedyś do studia przyszedł Aleksander Doba, 70-letni brodacz, który samotnie przepłynął kajakiem Atlantyk. Opowiadał o tym jak o spacerze z psem. W takich momentach myślę, że wszystko jest możliwe. Wychodzę ze studia silniejszy, z nadzieją, że widzowie też to tak odebrali. Są też sytuacje chwytające za serce, gdy właśnie o serce chodzi. Emil Koryczan, pięciolatek z Krakowa, umrze, jeśli nie uzbiera na operację 7 mln. złotych. Wystarczyła jego jedna wizyta w „Pytaniu na śniadanie”, by na koncie pojawiło się 1,5 mln zł. Wtedy czuję najmocniej, że kocham tę robotę i zapominam 0 wszystkich swoich kryzysach, plastikowych tematach 1 problemach z wczesnym wstawaniem (śmiech).

Dziękuję za rozmowę.

- Także dziękuję i przy okazji proszę, żeby Czytelnicy zechcieli zajrzeć na: siepomaga.pl/emil i wsparli nas w walce o życie Emila.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Wypowiedzi / wywiady

 

Kammel: „Polacy mają powody do dumy!”

28 kwi

Tomasz Kammel w wywiadzie dla dwutygodnika „Gala”.

Kocha Pan Polskę?

- Jestem lokalnym patriotą. Kocham blok, w którym mieszkam, moją ulicę, moje miasto. Cieszę się, że my, Polacy, zaczynamy w końcu dostrzegać, że jesteśmy tak samo wartościowymi, wykształconymi i zaradnymi ludźmi jak Brytyjczycy, Francuzi czy Niemcy. Coraz mniej w nas kompleksu kraju gorszej kategorii.

A co Pana w Polsce denerwuje?

- Pesymizm. Łatwość, z jaką potrafimy wykopywać między sobą głębokie rowy konfliktu. I strach, którym podszyte są nie tylko publiczna retoryka, ale nawet powiedzenia, choćby słynne: „Nie dziękuję, żeby nie zapeszać”. Szczęściu trzeba wychodzić naprzeciw! Nie uda się? Trudno. Wyjdzie następnym razem. Słowa polskiego hymnu też bym chętnie zmienił. „Jeszcze Polska nie zginęła…”, czyli jeszcze nie zginęła, ale zaraz zginie? Dlaczego muszę bać się o ojczyznę, zamiast być z niej dumny? Chcę chodzić z wysoko podniesioną głową, wiedząc, że mój kraj jest silny i gotowy do pomocy innym.

Boimy się być wyjątkowi?

- Tak, ale to bez sensu! Tak często spotkałem się w Polsce z bezinteresowną dobrocią, że kłamałbym, potwierdzając ten stereotyp. Wciąż siebie nie doceniamy. Jesteśmy dużo fajniejsi, niż nam się wydaje! Mam na to dobry przykład. Ostatnio do programu „Pytanie na śniadanie”, który prowadzę, przyszedł chłopiec z wadą serca, pięcioletni Emil, który nie ma szans na długie życie bez operacji u amerykańskiego profesora. Zabieg kosztuje 7 min zł. Dzięki telewidzom zebrał już ponad połowę tej sumy. Żeby pomóc, wystarczy wejść na stronę siepomaga.pl/emil.

Pan wykorzystuje swój sukces, żeby pomóc innym?

- To obowiązek ludzi takich jak ja. Popularność, rozpoznawalność, cała ta sława to tylko narzędzia. Nie mogą być celem samym w sobie. Jeśli ktoś dopieszcza sobie ego za ich pomocą, życie szybko wystawia rachunek. Jestem mówcą motywacyjno-inspiracyjnym. Najważniejszą zasadą, którą próbuję przekazać moim słuchaczom, to „pay it forward”, czyli „podaj dalej”. Sprowadza się ona do prostej zależności: pomagam ci i nic za to nie chcę. Proszę jedynie, żebyś ty pomógł komuś innemu na tej samej zasadzie. Robiąc tak, wierzę, że gdy będę w potrzebie, do mnie ktoś też wyciągnie rękę.

To takie proste?

- Ta sieć wzajemnej pomocy naprawdę działa! Na Harvardzie od 72 lat trwa badanie dotyczące szczęścia. Naukowcy mają pod lupą ponad 700 osób – biednych i bogatych. W jednym są zgodni. Sława i pieniądze nie są kluczem do szczęścia. Zapewniają je relacje międzyludzkie.

Takie podejście wymaga dużej dojrzałości.

- Jasne, trzeba sobie nabić w życiu kilka guzów, żeby otworzyć się na drugiego człowieka, ale warto, bo to daje poczucie spełnienia.

W programie „Kocham Cię, Polsko!” poszerza Pan wiedzę na temat Polski. Przygotowuje się Pan do tych „sprawdzianów”?

- Staram się przygotowywać, ale zdarzają się wpadki. Taz np. razem z Tomkiem Szczepanikiem z zespołu Pectus w stresie pomyliliśmy „Pana Tadeusza” z „Weselem”, błędnie przyporządkowując cytat: „Miałeś, chamie, złoty róg”. Do dzisiaj podnosimy się po porażce. Ostatecznie jednak uważam, że ten program to spełnienie mojego skrytego, telewizyjnego marzenia. Jego autorzy chcą, żebym przychodził na plan uśmiechnięty, a potem dobrze się bawił. Tak jakbym grał z przyjaciółmi w gry planszowe. Ktoś powie: „Skandal. Za co mu płacą?”, ale z drugiej strony dzięki tej zabawie milionowa widownia jest bogatsza o wiedzę.

W szkole był Pan omnibusem?

- Chodziłem do szkoły sportowej, trenowałem narciarstwo alpejskie, więc od października do kwietnia wyjeżdżałem na obozy sportowe, gdzie lekcje odbywały się niemal na stoku. Łatwiej było zostać mistrzem blefu niż specem od kanonu lektur.

Potrzebujemy takiego kanonu?

- W rozpędzonym świecie potrzebujemy wiedzieć, co nas ukształtowało. Nawet jeśli niektóre lektury trącą myszką, mogą być podane nowocześnie. Po to, by nauczyć młodych Polaków wartości, bez których każde społeczeństwo jest funta kłaków warte.

Prowadząc warsztaty z wystąpień publicznych, spotyka Pan ludzi, których szkoła nie nauczyła dyskutować?

- Tak, brak zgody z opinią drugiej osoby dla wielu z nas oznacza konflikt albo nawet atak. A przecież na bazie różnicy zdań i wymiany poglądów rodzi się nowa jakość. Podczas moich warsztatów staram się uświadamiać kursantom, jak ważna jest jakość rozmowy.

A Pan lubi rywalizację?

- Wolę grać niż wygrywać. To Maćkowi Musiałowi bardziej zależy na zwycięstwie, sprawdza się w tym doskonale. Dla mnie ważniejsza jest jazda bez trzymanki. Za to też kocham Cię, Polsko.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Wypowiedzi / wywiady

 
 

  • RSS
  • Facebook