RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Wypowiedzi / wywiady’

„Najlepsze zaczyna się od małych kroków”

19 kwi

Tomasz Kammel w rozmowie z Konradem Gacą dla pierwszego numeru kwartalnika „Możesz wszystko by Konrad Gaca”.

Prowadzisz ogromne gale, festiwale i programy telewizyjne. Jesteś autorem książki: „Jak występować publicznie… nie tylko w telewizji”. Czy zawsze lubiłeś występować przed publicznością?

- Od dziecka, jak to mówiła moja mama, lubiłem się popisywać. Zresztą, kiedy chciała mnie zawstydzić, machając mi przed nosem palcem, upominała: „przestań się popisywać”. Jednym z najszczęśliwszych dni w moim życiu był ten, kiedy zdałem sobie sprawę z faktu, że z popisywania się mogą być całkiem niezłe pieniądze.

Miewasz jeszcze tremę?

- Miewam i to całkiem sporą. Najzabawniejsze jest, że pielęgnuję ją w sobie. Ona pozwala mocniej się skupić i daje gwarancję niepopadania w rutynę.

Jak najprościej opanować stres?

- Moim zdaniem trzeba przede wszystkim dobrze wybrać cel. Jeśli naprawdę pragniesz jego realizacji, dużo łatwiej uporasz się z przychodzącymi po drodze wyzwaniami. A więc zdecydowanie stawiałbym na dobry wybór celu.

Gdzie szukasz motywacji do działania?

- Przede wszystkim w obsesyjnej potrzebie zostawienia po sobie wartościowego śladu. Szczególnie w mojej pracy, gdzie rozpoznawalność i sława są tylko narzędziem do jej wykonywania. Bardzo ważne jest, żeby wykorzystywać jedno i drugie do zrobienia czegoś pożytecznego. Mam tego ogromną potrzebę.

Masz duże medialne doświadczenie. Czy są chwile, w których sam musisz się motywować?

- No pewnie, że tak. Niedawno musiałem szukać nowych pokładów motywacji, gdy doszedłem do wniosku, że wyczerpały mi się pomysły na kanał, który prowadzę na YouTube. Szybko zastanowiłem się nad tym i zobaczyłem, że jednak nie jest tak źle.

Jakie czynniki składają się na sukces?

- Im jestem starszy, tym częściej dochodzę do wniosku, że sukces składa się przede wszystkim z pasji i relacji. Pasja do działania, tworzenia, do odkrywania nowych pokładów wiedzy, poznawania nowych ludzi nieprawdopodobnie napędza. Natomiast relacje z innymi ludźmi są jedynym sposobem na spełnienie i szczęście w życiu. Aby do końca zasmakować sukcesu, człowiek musi być szczęśliwy. Inaczej według mnie ten sukces nie jest pełny.

Czy uważasz, że „chcieć znaczy móc”?

- Nie zawsze zgadzam się z tym stwierdzeniem. Ono może sprowadzić „na manowce”. Zdarza mi się spotykać w życiu ludzi sfrustrowanych, którzy tak bardzo chcą, a nie mogą. Chcieć znaczyłoby móc w momencie, gdyby za tym chceniem zawsze szła gotowość do ciężkiej pracy.

Jaki jest twój sposób na radzenie sobie z porażkami?

- Zawsze staram się pamiętać, żeby każdą porażkę traktować jako odosobniony, indywidualny przypadek. Każdy, kto mówi sobie „mnie to się nigdy nic nie udaje”, popełnia błąd uogólniania. Druga sprawa to umiejętność spojrzenia na porażkę jak na lekcję.

Jak utrzymać motywację?

- Powiedziałbym: ludzie zmotywowani do robienia wielkich rzeczy, którzy odnoszą spektakularne sukcesy, też zaczynali od małych kroków. Nie można przyjść na trening, zacząć od największych obciążeń i oczekiwać od własnej głowy ultramotywacji.

A jak radzisz sobie z brakiem motywacji?

- Czasami sobie nie radzę. Wtedy czas załatwia za mnie sprawę. Chodzę bez celu albo patrzę w jedno miejsce. Po jakimś czasie pojawia się niemal fizyczny ból nieróbstwa i wiem, że trzeba się poderwać.

Jedno zdanie, które sprawia, że od razu masz energię do działania?

- To cytat z Franka Sinatry „the best is yet to come” – „Najlepsze jeszcze przede mną”. Podpowiada mi, żebym za łatwo nie rezygnował, bo zwyczajnie szkoda chwil, które można przeżyć, ludzi, których można spotkać.

Jesteś ze mną przy cyklu „Odchudzanie na Śniadanie” już wiele miesięcy. Mocno angażujesz się emocjonalnie?

- Nie umiem i nie chcę inaczej. Tak właśnie jest. Jestem z tymi ludźmi tylko przez kilka minut. To mały przystanek, jaki mają w drodze do normalności. Dlatego chcę im pokazać, że tu też mają wsparcie. Im się należy duże wsparcie.

Wziąłeś udział w eksperymencie społecznym realizowanym w ramach naszego cyklu OnŚ. Obarczony trzydziestoma dodatkowymi kilogramami przemierzałeś ulice miasta. Jak to na Ciebie wpłynęło?

- Mam dwa trudne wspomnienia, mojej nieporadności i bycia przezroczystym. Wielu ludzi, mijając mnie, omiatało wzrokiem grubego człowieka, po sekundzie kompletnie go nie widząc. Okropne. Nie kwalifikowałem się do poświęcenia mi jakiejkolwiek uwagi. Rozpoznanie „gruby, nieporadny” stawiało mnie poza nawias. Bardzo mocno to przeżyłem, bo dotarło do mnie, że nie mając na co dzień tych problemów, brakuje mi empatii i wiedzy, jak to jest. Prowadzisz zdrowy styl życia? Jem ryby i warzywa. Mam wrażenie, że to daje mi uczucie nasycenia i lekkości zarazem. Lubię jeść, ale nie lubię się dociążać. Stąd moja słabość do sałat, sushi i dorsza (śmiech).

Prowadzisz zdrowy styl życia?

- Jem ryby i warzywa. Mam wrażenie, że to daje mi uczucie nasycenia i lekkości zarazem. Lubię jeść, ale nie lubię się dociążać. Stąd moja słabość do sałat, sushi i dorsza (śmiech).

Czego chciałbyś się jeszcze w życiu nauczyć lub spróbować?

- W zeszłym roku byłem na cygańskim festiwalu. Gospodarze zaprosili mnie po koncercie na ognisko z artystami. Bardzo głębokie przeżycie. Nagle porywa Cię muzyka, patrzysz w oczy kogoś, kto śpiewa metr od ciebie, bywa, że po policzku płynie łza, a gdy poczujesz chęć, po prostu wstajesz i tańczysz. Moim największym marzeniem w życiu jest przeżywać takie chwile. Podróżować i szukać ludzi mogących mi je zapewnić. Bo tak naprawdę chodzi przede wszystkim o relacje i dobre współbrzmienie ze światem.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Wypowiedzi / wywiady

 

Tomek o swoich wpadkach na wizji + filmik

04 sty

Tomasz Kammel w rozmowie z reporterem Onetu zdradził swoją największą wpadkę, jaka zdarzyła mu się na wizji, a także wspomina jeden z festiwali w Sopocie, który poprowadził z Magdą Mołek.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Wypowiedzi / wywiady

 

„Nie mam smykałki do śpiewania” – wywiad

12 paź

Wywiad z Tomaszem Kammelem dla tygodnika „Tele Tydzień” (nr 42/2015).

Takt, ogłada, do tego doskonała prezencja i urok osobisty czynią Pana pierwszoligowym gospodarzem widowisk telewizyjnych. Ile Pan już ich prowadził?

T.K.: Oj dużo, tak dużo, że aż strach liczyć (śmiech)!

Czym na ich tle wyróżnia się „The Voice of Poland”?

T.K.: To bez wątpienia spełnienie moich zawodowych marzeń – wielki projekt medialny, emitowany w sobotni wieczór, robiony z rozmachem. Czuję się, jakbym zdobył 8-tysięcznik, wyżej się już wejść nie da!

Jest wiele programów – konkursów muzycznych na rynku…

T.K.: Ale nasz jest najbardziej sprawiedliwy, jako że jurorzy nie widzą wykonawców, jedynym kryterium oceny pozostaje talent i tylko on się tu liczy. Nie da się mrugnąć okiem, rzucić biodrem, oczarować uśmiechem – trzeba mieć głos, najlepszy w Polsce i te głosy u nas mamy!

Program jest na antenie już od czterech lat, czy przez ten czas ewoluuje?

T.K.: Jak wszystko. Nowością bieżącej, szóstej edycji jest to, że ludzie mogą sami budować swoje drużyny, pobierając aplikację na smartfonach. Telewizja staje się medium interaktywnym, widzowie coraz mocniej wpływają na jej przekaz i kształt, z pewnością trend ten będzie się nasilał z roku na rok, dlatego zdecydowaliśmy się na taki krok w przyszłość.

„The Voice of…” to format realizowany w kilkudziesięciu krajach. Czy polska odmiana zawiera jakieś rodzime akcenty?

T.K.: Nie, rzecz jest fantastycznie uniwersalna i producenci bardzo dbają o to, by tak pozostało. Nie ma sensu ulepszać czegoś, co jest samo w sobie doskonałe, program sprawdził się na całym świecie. Maciek Musiał opowiadał mi, że kiedy był w Los Angeles i na pytanie, co robi, odpowiadał, że jest aktorem, na nikim nie robiło to wrażenia. Dopiero informacja o tym, że współprowadzi „The Voice of Poland”, wywoływała wielkie „wow!”, każdy się rozpromieniał. Ja również spotykam się wszędzie z taką reakcją.

Czy prowadzenie tego show wymaga predyspozycji muzycznych?

T.K.: Na szczęście nie! Bo nie mam smykałki w tym kierunku, myślę, że najsłabszy nawet uczestnik naszego konkursu śpiewałby lepiej ode mnie (śmiech). No cóż? Jak mówią – nikt nie jest doskonały.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Wypowiedzi / wywiady

 

Tomek gościem u kontrowersyjnego youtubera

30 lip

Tomasz Kammel zagościł w programie Macieja Dąbrowskiego „Wywiady z Dupy”gdzie wraz z prowadzącym program wdał się w absurdalne pogawędki. „Człowiek Warga” zaserwował swojemu gościowi potężną dawkę hejtów. Jak zareagował na to Tomek?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Wypowiedzi / wywiady

 

„Niewolnik kociej natury” – wywiad

20 lip

Tomaszem Kammel w wywiadzie dla miesięcznika „Kocie sprawy”.

Jest Pan niesłychanie zapracowaną osobą. Doskonałym tego przykładem jest fakt, że potrzebowaliśmy prawie roku, by doszło do tego wywiadu. Specjalizuje się Pan w prowadzeniu imprez, festiwali, koncertów, debat, współtworzy Pan i prowadzi audycje radiowe i programy telewizyjne, wydał Pan także książkę pod tytułem: „Jak występować publicznie… nie tylko w telewizji”. I w tym morzu zajęć zostaje jeszcze miejsce dla zwierzaków? Podobno jest Pan wielbicielem kotów?

Tomasz Kammel: Tak, uwielbiam koty! Jestem pełen kociej miłości i w pełni akceptuję charakter tych zwierząt.W swoim życiu miałem kilka kotów, dwa ostatnie mieszkały ze mną około dziesięciu lat temu. Jeden został znaleziony przy śmietniku – zobaczyłem go i oczywiście wziąłem od razu do domu. Był to zwykły kot „pochodzenia dachowego”, który otrzymał imię Wizard. Po około trzech miesiącach dołączył do nas drugi, pół rasowy rosyjski – Mietek. Jego mama o silnych genach i charakterze wyszła z domu, poszła na długą wyprawę i wróciła w ciąży. Urodził się przystojny, prawie szlachecki kocur, z równie niezłym charakterem, i został oczywiście też członkiem naszej ekipy.

Wizard? Skąd pomysł na to oryginalne imię?

Tomasz Kammel: Był taki czarnoksiężnik z Krainy Oz i właśnie z nim skojarzył się nam ten kocurek. Niezwykle tajemniczy, z zagadkowymi, szeroko otwartymi na świat oczami. Z kolei Mietek był kotem bardzo dostojnym, ładnym. Od maleńkości wesołym, ale też wyniosłym, choć niesłychanie przyjaznym ludziom. Moja ówczesna narzeczona porównała go w sposobie bycia i typie urody do swojego dziadka Mieczysława, również bardzo pogodnego, ale niesłychanie dystyngowanego eleganckiego pana, który wyglądał jak Clark Gable. I tak właśnie ten przystojniak na cześć dziadka Mieczysława został Mietkiem.

Czy Mietek jest nadal z Panem?

Tomasz Kammel: W Mieczysławie zakochała się moja przyjaciółka, a kiedy w moim życiu nastąpiły zawirowania, ona bardzo chętnie zaopiekowała się nim.

Ma pan kontakt z nim i z przyjaciółką?

Tomasz Kammel: Pewnie! Mietek ciągle z nią mieszka i stanowią świetną paczkę. To już bardzo leciwy, pietnasto – a może nawet szesnastoletni, kot.

Ale zanim odszedł Wizard, a Mietek zmienił lokum, miał Pan czas, żeby poznać kocią psychikę. Każdy z nich był pewnie inny, jak to koty?

Tomasz Kammel: Jeśli chodzi o Wizarda, to miałem wrażenie, że on nie wierzył w grawitację. Kładł się plecami do nas na szczycie najwyższej szafki w kuchni i leżał. My zagadywaliśmy do niego, a on odwracał się przez plecy, żeby zobaczyć, kto do niego mówi, i za każdym razem spadał lądując na podłodze. A Mietek, jak typowy szlachcic, miał swoje ciemne sprawki. Mimo więc całego swojego szlachectwa, uwielbiał wypijać wodę z klozetu. Pewnego razu zniknął. Nie ma kota, nikt nie wie, gdzie się podział. W końcu usłyszeliśmy stłumione miauczenie… Okazało się, że kiedy chłeptał ze smakiem wodę, wpadł do ubikacji! Tak się jakoś zaklinował, że siedział tyłkiem w wodzie, z przednimi łapami wywieszonymi na desce, patrząc z wyrzutem na drzwi. Czekał, aż ktoś go łaskawie wyciągnie. Przecież to szlachcic, sam nie wyjdzie… Nigdy nie zapomnę, z jaką pretensją na mnie patrzył, gdy wyciągałem go z tej muszli klozetowej. Od tamtej pory zawsze pilnowaliśmy, żeby klapa była opuszczona. I dzięki Mietkowi robię to do dnia dzisiejszego, mimo że już nie mieszkam z kotem.

A czy akceptował Pan kota w łóżku?

Tomasz Kammel: Oczywiście. Oba koty lubiły z nami spać. Jeden w nogach, a drugi… w środku nocy układał mi się zadkiem na twarzy, robiąc tak zwanego plaskacza! Pobudka, zepchnięcie kota, burczenie, obraza… Kot układał się w nogach, a nad ranem przychodził z powrotem i znowu… plask! Lubił zarzucić biodrem. Najśmieszniejsze było to, że hipnotyzowała je wszelaka aktywność w łóżku, każdy ruch. A jak wiadomo, człowiek robi w nim różne rzeczy. Czy czytało się książkę, czy ruszało się nogą, czy ktoś się za bardzo wiercił – cokolwiek się działo, one wskakiwały w róg łóżka i z wyciągniętymi łapami wydawały takie dźwięki: wrr… wrr… wrrr… Jakiś hipnotyczny tandem. Kiwały się potem delikatne z boku na bok, jak na sprężynce. Nie wiem, co to miało znaczyć, ale to było idiotyczne! A świadomości ciągłej obecności obserwujących kocich posągów była przerażająca. Więc gdy człowiek naprawdę chciał pobyć sam ze sobą, musiał je wyeksmitować z sypialni, bo to ich gruchanie po prostu przeszkadzało.

Przed kamerą trzeba być schludnym, eleganckim. Jak Pan sobie radził z kłakami na ubraniu?

Tomasz Kammel: No właśnie… Ulubionym miejscem kota była oczywiście szafa… Wszelka nieuwaga, pozostawienie niedomkniętych drzwi, oznaczały, że wyglądałem potem jak człowiek pierwotny, cały w kudłach. Jeżeli kota nie było i nikt nie wiedział, gdzie jest, to znaczyło najpewniej, że siedzi głęboko schowany w ciuchach. Zdarzało się też, że włożyłem rękę do szafy po koszulkę i nagle głośne miauuu… Kot się wystraszył, ja się wystraszyłem. Tak to właśnie bywało.

Ale nie dało się ich nie kochać?

Tomasz Kammel: To prawda, stałem się ofiarą kociej natury. Jak wiadomo, właściciel psa, gdy ktoś do niego telefonuje, strzepuje psa z kolan, by odebrać telefon. Natomiast opiekun kota w takiej samej sytuacji mówi: Słuchaj, przepraszam, nie mogę rozmawiać, nie mogę teraz, bo… kot na mnie leży. Przyznam się, że czasami nie to ratowało, gdy nie miałem akurat ochoty rozmawiać. Tłumaczyłem wtedy: Przepraszam, teraz nie mogę, nie mogę się ruszyć, Mietek siedzi mi na kolanach! Jeden niewłaściwy ruch i sobie pójdzie, i co wtedy?! Dramat!

Nie brakuje Panu kota?

Tomasz Kammel: Brakuje, ale niestety cała rodzina, poza mną, ma alergie na koty. Doświadczenie pokazało, że zwyczajnie nie damy rady  zaopiekować się futrzakiem. Bardzo tego żałuję. Uwielbiam zwierzęta. Uważam, że w naturę człowieka wpisane jest, żeby mieć czworonoga w domu. Czasami można się gdzieś zapędzić w życiu, a zwierzęta przypominają, jak ważne są takie podstawowe sprawy. To, że trzeba wyprowadzać psa na spacer, nakarmić go. Zwierzę jest w stu procentach zależne właśnie od nas. Nie jest lodówką czy kuchenką, jest żywym organizmem i wymaga zaangażowania, opieki.

Czy w pracy ma Pan kontakt ze zwierzakami?

Tomasz Kammel: Moja partnerka z „Pytania na śniadania”, Ula Chincz, zawsze przychodziła do studia ze swoją suczką Tulą, która stała się w końcu stałym elementem scenografii. W studiu była bardzo spokojna, powolna, przewidywalna. Całą energię wyzwalała na spacerach, bo Ula biegała z nią codziennie po dziesięć kilometrów. Pamiętam mnóstwo zabawnych sytuacji z nią związanych. Potrafiła na przykład zamyślić się w środku kadry i zastygnąć w jakiejś dziwnej pozycji. Wtedy zastanawialiśmy się gorączkowo, co robić, gdy pies tak stał z opuszczoną głową, ze strużką śliny zwisającą z kącika paszczy… Niestety kotów nie gościmy w studiu zbyt często, bo są indywidualistami i niespecjalnie wpisują się w telewizyjny scenariusz. Ale prowadzę teraz program z Marzeną Rogalską, która ma taką samą fiksację na ich punkcie, jak ja. Cały czas pokazujemy więc sobie śmieszne zdjęcia kotów, które przesyłają nam widzowie!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Wypowiedzi / wywiady

 

„W końcu spokorniałem” – wywiad

30 cze

Wywiad z Tomaszem Kammelem dla tygodnika „Tele Tydzień”.

Do studia „Pytania na śniadanie” wkrada się wakacyjne rozluźnienie czy wręcz przeciwnie?

- W wakacje program jest rzadziej emitowany. Dostosowujemy się do potrzeb widzów, których wakacyjny dzień wygląda nieco inaczej. Za to u nas w redakcji zawsze panuje pełne, dobrze rozumiane spięcie, aby program był jak najlepszej jakości. Opłaca się to zarówno nam, jak i widzom.

To poranne wstawanie jest dla pan wyzwaniem?

- Jestem pełen podziwu dla ludzi, którzy robią to przez cały tydzień, jak np. Jarosław Kuźniar. Gdy przyjdzie mi prowadzić poranny program przez trzy dni z rzędu, jestem całkowicie wycieńczony. Często pracuję wieczorami, zwłaszcza gdy nagrywamy „The Voice of Poland”, a organizm ma ograniczoną wytrzymałość, którą wzmacnia się poprzez sen. Zdecydowanie nie jestem rannym ptaszkiem, tylko klasyczną sową.

Czy w telewizji na żywo często zdarzają się wpadki?

- Życie niesie za sobą mnóstwo niespodzianek, więc wpadki wciąż się zdarzają. Jednak dziś na pewno jest mi łatwiej z nich wybrnąć. Gdy przed laty zdarzały się na wizji nieprzewidziane sytuacje, trochę walił mi się świat. Myślałem, że jestem skompromitowany i pokazałem się z najgorszej strony. Teraz po prostu się tym nie przejmuję. Profesjonalizm wymaga rzetelnego przygotowania się do pracy, ale to wcale nie oznacza, że człowiek nie ma prawa czegoś nie wiedzieć albo się pomylić.

W jednym z wywiadów przyznał pan, że ma w planach pracę w niemieckiej telewizji. To marzenie wciąż aktualne?

- Był taki pomysł, ale nie wiem, co przyniesie życie. Jeśli chodzi o zagraniczne media i rynki, na których chciałbym być obecny, to internet jest dla mnie dużo ciekawszy. Mam swój własny kanał na YouTube, który już za chwilę wystartuje w dwóch obcojęzycznych wersjach, jedna z nich będzie właśnie niemiecka. A co będzie dalej? Zobaczymy.

To właśnie w ojczyźnie Goethego wypoczywa Pan najchętniej, czy wybiera inne kierunki?

Często jeżdżę do Niemiec, bo mieszka tam mój ojciec, więc po prostu wpadam tam, jak do domu. W wakacje jeżdżę po świecie i zbieram inspiracje. Wyjeżdżam w miejsca, w których mnie jeszcze nie było, bo choćby zważywszy na pracę, potrzebuję takich doświadczeń.

Przekroczył pan już magiczną czterdziestkę. To był przełomowy moment w pana życiu?

Spokorniałem. Dużo pracuję ze studentami – ich dylematy na pierwszy rzut oka wydają mi się błahe, lecz chwilę później karcę się za takie podejście. Są bardzo ważne dla ludzi w tym wieku. Trzeba o tym pamiętać, żeby nie popaść w arogancję. Nie chcę być wujkiem Tomkiem, który prawi morały. Poza tym, nie wstydzę się już tak, jak kiedyś. Miałem problem z poczuciem zażenowania, a po czterdziestce dociera do człowieka, że już nie ma na to czasu. Trzeba żyć pełnią życia i być w zgodzie z samym sobą. Dziś mam już duży dystans do różnych sytuacji, wolę być bliżej życia.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Wypowiedzi / wywiady

 
 

  • RSS
  • Facebook